Jak szukać kawiarnianych zakątków przy kaliskim rynku, żeby się nie rozczarować
Widok na rynek a prawdziwa atmosfera – dwie różne rzeczy
Rynek główny w Kaliszu kusi równo ustawionymi ogródkami, kolorowymi parasolami i szyldami obiecującymi „najlepszą kawę w mieście”. Na pierwszy rzut oka łatwo założyć, że kawiarnie Kalisz rynek to zawsze gwarancja klimatu. W praktyce różnica między „miejscem z widokiem na rynek” a miejscem z prawdziwą atmosferą bywa ogromna.
Widok na ratusz, bruk, przechodniów – to plus, ale atmosfera tworzy się głównie wewnątrz: w sposobie, w jaki obsługa wita gości, w muzyce, w tym, jak pachnie wnętrze i czy stoliki nie stoją łokieć w łokieć. Lokale nastawione wyłącznie na turystów potrafią oprzeć się na widoku i „insta-szocie”, a resztę dopracować tylko powierzchownie: przeciętna kawa, desery z zamrażarki, głośne radio z reklamami.
Mit, który powraca jak bumerang: „skoro siedzę przy samej płycie rynku, to znaczy, że trafiłem do najfajniejszej kawiarni”. W rzeczywistości w Kaliszu często wystarczy zrobić kilkanaście kroków w jedną z bocznych ulic, aby znaleźć spokojniejsze, bardziej dopracowane miejsca. Widok zmienia się z panoramicznego na bardziej kameralny, ale zyskuje się lepszy nastrój, niższy hałas i często wyższą jakość w filiżance.
Dobrym testem jest to, jak się czujesz po pierwszych 30 sekundach od wejścia: czy obsługa cię zauważa, czy jest gdzie odłożyć płaszcz, czy muzyka nie dudni jak w klubie. Jeżeli już na starcie czujesz napięcie zamiast ulgi – lepiej poszukać dalej, nawet jeśli widok na rynek kusi.
Co mówi o kawiarni zapach, gwar i menu przy drzwiach
Przechodząc wzdłuż kaliskiego rynku, można wyłapywać sygnały, które w kilka sekund zdradzają, czy dane miejsce ma szanse zostać „twoją kawiarnią”, czy będzie tylko jednorazowym epizodem. Nie chodzi o skomplikowane recenzje – raczej o proste rzeczy, które przeciętny gość wyczuje intuicyjnie, jeśli da sobie chwilę.
Zapach to pierwszy filtr. Dobra kawiarnia pachnie świeżo mieloną kawą, ciepłym ciastem, ewentualnie delikatną nutą przypraw. Jeśli zaraz przy wejściu czuć intensywny tłuszcz z kuchni, zapach starych mopów albo przesadnie mocne odświeżacze powietrza – trudno mówić o przyjemnym odpoczynku. W okolicach rynku głównego w Kaliszu lokale bywają połączone z częścią restauracyjną; da się to zrobić dobrze, ale jeśli aromat smażonej ryby przykrywa deser, miejsce raczej nie stanie się twoją ulubioną kawiarnią.
Drugi sygnał to gwar. Ruch przy rynku to norma, ale różnica między „tętni życiem” a „nie da się rozmawiać” jest kluczowa. Zwróć uwagę, czy słychać głównie spokojne rozmowy i brzęk filiżanek, czy bardziej krzyki, przestawianie mebli i głośne szczekanie psów. Warto na moment się zatrzymać – jeśli już na zewnątrz trzeba podnosić głos, w środku nie będzie lepiej.
Trzeci element to menu przy drzwiach. Dobrze przygotowana karta powinna być czytelna, aktualna i konkretna. Jeśli menu jest wypłowiałe, przyczepione byle jak, a ceny nie zgadzają się z tym, co później w środku – lepiej mieć się na baczności. Krótkie, spójne menu (kilka rodzajów kaw, parę sensownych deserów, jasne śniadania) często oznacza, że właściciel chce dopracować wybrane rzeczy zamiast udawać, że ma wszystko.
Szybka checklista przy wejściu do kawiarni
Prosty zestaw pytań pomaga zdecydować, czy zostać, czy szukać dalej. Można przelecieć go w głowie w kilkanaście sekund, mijając kolejne kawiarnie przy rynku.
- Czy przy wejściu witają jak gościa, a nie „kolejny numer do obsłużenia”?
- Czy stoliki są ustawione tak, żeby się nie obijać plecami o sąsiadów?
- Czy w menu przy drzwiach widać jasno opisane kawy i desery, bez „wszystkiego i niczego”?
- Czy muzyka jest tłem, a nie głównym bohaterem?
- Czy w ogródku ktoś faktycznie pije kawę i je deser, czy tylko zajada frytki i pije piwo?
- Czy wnętrze wygląda na zadbane – czyste stoliki, brak brudnych naczyń zalegających po kątach?
Jeśli większość odpowiedzi brzmi „tak”, szanse na udaną wizytę rosną. Jeżeli trzy pierwsze punkty wypadają słabo – dobrze zastanowić się nad szukaniem kolejnego zakątka.
Mit „im bliżej rynku, tym lepiej” a boczne uliczki
W turystycznych miastach często powtarza się przekonanie, że „najlepsza kawa jest tuż przy ratuszu, bo tam są najbardziej zadbane lokale”. To typowy mit. W Kaliszu wiele klimatycznych kawiarni ukrywa się przy bocznych uliczkach, kilkadziesiąt metrów od głównego placu. Widoku na ratusz może nie ma, ale jest za to spokój, autentyczny wystrój i mniejszy tłok.
Rzeczywistość wygląda tak: lokale „frontem na rynek” często płacą wyższy czynsz, więc zdarza im się oszczędzać na jakości produktu lub zwiększać obroty szybkim przewijaniem gości. Kawiarnie przy kameralnych uliczkach mają zwykle trochę niższe koszty, a co za tym idzie – więcej przestrzeni na dopracowanie kawy, deserów i detali związanych z atmosferą. Gość staje się stałym bywalcem, nie jednorazowym turystą do „odhaczenia”.
Drobny eksperyment: przejdź wokół rynku pełne koło, a potem skręć w dwie–trzy boczne ulice. Kontrast między miejscami nastawionymi na szybki ruch a tymi budującymi społeczność bywa zaskakujący. W wielu przypadkach kawiarniane zakątki Kalisza zaczynają się dokładnie tam, gdzie kończy się widok na centralny plac.
Czy da się tu naprawdę odpocząć – trzy pytania przed wyborem stolika
Żeby rynek główny w Kaliszu kojarzył się z odpoczynkiem, a nie zmęczeniem hałasem, warto przed zajęciem miejsca odpowiedzieć sobie na trzy proste pytania:
Po pierwsze: czy usiądziesz wygodnie? Nie chodzi o fotele jak w salonie, ale o krzesła, które nie wbijają się w plecy, o stolik z odpowiednią wysokością i miejsce na nogi. Jeśli już przy próbnym siadaniu coś skrzypi, buja się lub jest tak ciasno, że trudno odsunąć krzesło – dłuższe siedzenie szybko zacznie męczyć.
Po drugie: czy da się rozmawiać, nie krzycząc? Przyjrzyj się, jak radzą sobie inni goście. Jeśli większość ludzi odruchowo pochyla się do siebie i podnosi głos, to znak, że akustyka lub muzyka nie sprzyjają rozmowom. Dla wielu osób kawiarnia to przede wszystkim miejsce do gadania, nie tylko do szybkiej kawy; brak komfortu rozmowy trudno zrekompensować ładnym widokiem.
Po trzecie: czy menu jest przejrzyste? Jeśli już przy pierwszym kontakcie musisz się domyślać, co kryje się pod nazwą napoju albo brakuje jasnego rozróżnienia między kawami, herbatami i deserami – rośnie ryzyko nieporozumień. Przejrzyste menu to sygnał dobrego poukładania lokalu, a to z kolei przekłada się na późniejszą obsługę.

Rynek główny w Kaliszu – kawiarniana mapa z lotu ptaka
Gdzie jest najwięcej ogródków, słońca i cienia
Rynek główny w Kaliszu ma dość klarowny układ, który sprzyja orientowaniu się w tym, gdzie szukać konkretnych miejsc. Wokół płyty rynku skupione są kamienice z parterowymi lokalami, z których część wychodzi ogródkami wprost na bruk. To właśnie tam koncentruje się znaczna część ruchu – zwłaszcza przy ładnej pogodzie, gdy kaliszanie i turyści szukają miejsc na zewnątrz.
Jeśli zależy ci na słońcu, lepiej wybrać ogródki ulokowane po stronie, która przez większą część dnia jest wystawiona na promienie. Dobrą praktyką jest po prostu spojrzenie, gdzie ludzie mrużą oczy i chowają się pod parasolami, a gdzie wciąż panuje przyjemny półcień. Z kolei osoby, które planują dłuższą wizytę – pracę z laptopem albo czytanie książki – zwykle wolą bardziej zacienione narożniki, gdzie ekran nie odbija połowy nieba.
Niektóre lokale przy rynku głównym mają dwa oblicza: ogródek wystawiony w stronę płyty oraz dodatkową, mniejszą przestrzeń z tyłu lub z boku kamienicy. To dobre rozwiązanie dla tych, którzy chcą być „w centrum wydarzeń”, ale jednocześnie móc w razie potrzeby przenieść się w spokojniejsze miejsce, nie zmieniając kawiarni.
Głośniejsze i spokojniejsze fragmenty rynku
W centrum Kalisza są części rynku, które naturalnie przyciągają większy hałas – to okolice, gdzie częściej pojawiają się wydarzenia, koncerty, stoiska okazjonalne. W takich miejscach świetnie sprawdzi się krótki deser czy kawa „w przerwie” między innymi aktywnościami, ale trudno je polecać jako przestrzeń do pracy czy długich rozmów w kameralnym gronie.
Zupełnie inaczej odbiera się narożniki rynku i miejsca lekko odsunięte od głównego przepływu pieszych. Tam ruch wciąż jest, ale bardziej rozproszony, a dźwięk rozlewa się szerzej zamiast kumulować. To właśnie te fragmenty świetnie nadają się na klimatyczne kawiarnie przy rynku: wciąż blisko wszystkiego, a jednak z pewnym dystansem do zgiełku.
W tym miejscu przyda się jeszcze jeden praktyczny punkt odniesienia: Krotoszyn wiosną: kwitnące miejsca, spacery i pomysły na krótki city break.
Jeżeli celem jest spokojne miejsce na pracę z laptopem, lepiej wybrać lokal z wejściem od bocznej uliczki lub położony w głębi kamienicy. Z zewnątrz może wyglądać mniej „pocztówkowo”, za to w środku da się znaleźć prąd, stabilny stolik i względny spokój nawet w weekend.
Jak szukać mniej oczywistych miejsc między ratuszem a bocznymi ulicami
Intuicyjna nawigacja po rynku wygląda tak: wychodzisz z ratusza lub jednego z narożników, patrzysz na najgęściej ustawione stoliki i kierujesz się w ich stronę. W ten sposób łatwo trafić w najbardziej oczywiste miejsca, ale niekoniecznie w te najciekawsze. Lepiej potraktować rynek jak punkt odniesienia, a nie jedyny właściwy adres.
Skuteczną strategią jest prosta „zasada dwóch skrętów”: najpierw spacer wzdłuż jednej z pierzei, potem skręt w boczną uliczkę, a na koniec jeszcze jeden skręt – w poszukiwaniu podwórek, niewielkich pasaży, małych placyków. W Kaliszu takie mikroprzestrzenie często kryją małe kawiarnie i cukiernie, które z poziomu głównego placu są niewidoczne.
Rzeczywistość znacząco różni się tu od pocztówkowego obrazu – rynek to nie tylko to, co widać na pierwszym planie. Najbardziej interesujące kawiarniane zakątki Kalisza bywają ściśle powiązane z rynkiem, ale nie muszą mieć bezpośredniego widoku na ratusz. To, co dla turysty wygląda jak „boczna ulica”, dla lokalnych bywalców jest po prostu częścią naturalnej kawiarnianej mapy miasta.
Rynek to środek, nie cel sam w sobie
Perspektywa „z lotu ptaka” pomaga zmienić myślenie o rynku głównym w Kaliszu. Zamiast traktować go jako jedyny punkt, w którym „trzeba usiąść”, bardziej sensowne bywa potraktowanie płyty rynku jako centrum sieci kawiarnianych tras. Wychodzisz z jednego lokalu, po kilku krokach przechodzisz obok innego, a jeszcze kolejny znajduje się kilka minut dalej, przy przecznicy.
Takie podejście ma praktyczną zaletę: nie ma presji, że trzeba „idealnie trafić” do jednej kawiarni na cały wieczór. Można zjeść śniadanie w centrum Kalisza w jednym miejscu, potem pójść na deser do kawiarnio-cukierni w bocznej uliczce, a dzień zakończyć w kawiarni z bardziej wieczorną atmosferą. Rynek spina wszystkie te doświadczenia w jedną, krótką trasę pieszą.
Klasyczne kawiarnie z widokiem na płytę rynku – kiedy warto tam usiąść
Typowe lokale z frontem na rynek – co łączy takie miejsca
Klasyczne kawiarnie ustawione frontem na rynek główny w Kaliszu mają kilka wspólnych cech. Po pierwsze, najczęściej dysponują dużym ogródkiem, który w sezonie wypełnia się stolikami i parasolami. Po drugie, ich wnętrza są często zaaranżowane tak, aby z maksymalnej liczby miejsc można było choć trochę zobaczyć to, co dzieje się na zewnątrz. Po trzecie, menu zwykle łączy kawy, desery i prostą ofertę jedzeniową, tak by ktoś, kto „wpadł na chwilę”, mógł zostać dłużej.
Ceny w takich miejscach bywają nieco wyższe niż w kawiarniach ukrytych w bocznych uliczkach, ale nie jest to reguła. Na ogół płaci się jednak za połączenie dwóch rzeczy: lokalizacji i wygody. Dla wielu osób możliwość siedzenia z filiżanką kawy i patrzenia na ratusz jest wystarczającym argumentem, by zaakceptować minimalną różnicę w cenie espresso.
Wystrój lokali przy rynku bywa bardziej „uniwersalny”: stonowane kolory, wygodne, choć niezbyt ekstrawaganckie meble, dekoracje, które mają się podobać szerokiej grupie ludzi. To miejsca, które z założenia muszą spodobać się i rodzinie z dziećmi, i parze turystów, i starszej pani, która wyskoczyła na ciasto.
Kiedy widok na rynek naprawdę ma znaczenie
Widok na płytę rynku bywa traktowany jak absolutny priorytet. W praktyce przydaje się głównie w dwóch sytuacjach: gdy spotykasz się z kimś, kto dawno nie był w Kaliszu i chcesz mu „pokazać miasto” od najbardziej reprezentacyjnej strony, albo gdy sam masz rzadką okazję, by usiąść w środku dnia i po prostu patrzeć na rytm centrum.
Jeśli planujesz rozmowę „o wszystkim i o niczym”, to właśnie klasyczna kawiarnia z panoramą rynku daje poczucie uczestniczenia w życiu miasta bez ruszania się z krzesła. Dzieci biegające wokół ratusza, rowerzyści przecinający plac, pojedynczy turyści robiący zdjęcia – ten ruch w tle tworzy scenografię, która wielu osobom pomaga się rozluźnić.
Mit mówi, że w takich miejscach nie da się spokojnie porozmawiać, bo hałas odbiera całą przyjemność. Rzeczywistość jest bardziej zniuansowana: dużo zależy od odległości od głównego przejścia, ułożenia stolików i tego, czy lokal nie wzmacnia dodatkowo gwaru głośną muzyką. Dwa stoliki przesunięte w bok mogą zmienić odczuwany poziom hałasu o kilka klas komfortu.
Na szybkie spotkanie, na randkę, na rodzinne ciasto
Klasyczne kawiarnie przy rynku dobrze „niosą” różne scenariusze spotkań. Do krótkiej, rzeczowej rozmowy – biznesowej czy organizacyjnej – przydaje się łatwy do znalezienia adres. „Przy rynku, koło ratusza” jest prostsze niż nazwa bocznej uliczki, więc mniej szans, że ktoś się spóźni, bo błądził.
Na randkę rynek sprawdza się, gdy chcesz mieć przestrzeń na krótki spacer przed albo po kawie. Można wyjść przed lokal, obejść ratusz, skręcić w jedną z uliczek i naturalnie przejść z rozmowy „przy stoliku” do spokojniejszej, już w ruchu. Dla części osób bliskość innych ludzi daje poczucie bezpieczeństwa i luzu – to bardziej neutralne tło niż od razu bardzo kameralna kawiarnia w bramie.
Rodzinne wypady na ciasto lepiej planować na godziny, gdy rynek nie jest w szczycie wydarzeń – wcześniej po południu w tygodniu albo w sobotnie przedpołudnie. Łatwiej wtedy o większy stolik, miejsce na wózek czy krzesełko dla dziecka, a obsługa ma realną szansę spokojnie zareagować na dodatkowe prośby.
Jak „czytać” rynek przed wejściem do lokalu
Zanim usiądziesz, dobrze poobserwować kilka detali, które mówią o kawiarni więcej niż sam szyld. Najprostszy test to krótki obchód wzdłuż ogródka. Zwróć uwagę, jak wygląda rytm pracy obsługi: czy kelnerzy co chwilę przeciskają się między krzesłami z zadyszanym „przepraszam”, czy raczej swobodnie manewrują między stolikami. Dla gościa oznacza to albo ciągły ruch tuż za plecami, albo bardziej uporządkowaną przestrzeń.
Drugi sygnał to sposób, w jaki goście korzystają z miejsca. Jeśli widać głównie szybkie rotacje – ktoś wstaje, ktoś od razu zajmuje stolik, talerze są natychmiast zbierane – to lokal nastawiony jest głównie na krótki pobyt. Jeżeli część osób ma rozłożone książki, laptopy, notatki, a obsługa nie nerwowo zerka na puste już filiżanki, atmosfera sprzyja dłuższemu siedzeniu.
Mit głosi, że im pełniejszy ogródek, tym lepsza kawiarnia. W praktyce pełne stoliki mogą też oznaczać zbyt małą liczbę osób w obsłudze, a przez to przeciągające się oczekiwanie na napoje. Dobrze spojrzeć, ile czasu mija między momentem, gdy ktoś usiądzie, a chwilą, gdy pojawia się przy nim karta. To dużo lepszy wskaźnik organizacji niż sama liczba gości.
Jak wykorzystać lokalizację przy rynku zamiast jej „płacić haracz”
Lokal przy rynku nie musi oznaczać siedzenia w najbardziej zatłoczonym miejscu. Część kawiarni ma strefowy układ: kilka stolików tuż przy wejściu, kolejne w głębi sali, a czasem antresolę lub drugie pomieszczenie odizolowane od głównego gwaru. Zamiast automatycznie siadać przy pierwszym wolnym stoliku, można spokojnie zapytać obsługę, czy jest możliwość wyboru innego miejsca – szczególnie gdy zależy ci na dłuższym pobycie.
Dobrym pomysłem bywa też świadome korzystanie z różnych por pory dnia. Przedpołudnie i wczesne popołudnie to zwykle czas dla osób pracujących zdalnie, spokojnych rozmów czy samotnego czytania. Wieczory – zwłaszcza w weekend – przejmują większe grupy i goście szukający bardziej intensywnej atmosfery. Ten sam stolik o 11:00 i 20:00 to zupełnie inne doświadczenie.
Kiedyś powtarzano, że przy rynku „nie da się pracować z laptopem”, bo jest za głośno, za jasno, za tłoczno. Tymczasem coraz więcej lokali przy centralnych placach świadomie przygotowuje kilka miejsc z gniazdkami, stabilnymi krzesłami i delikatniejszym oświetleniem. Klucz tkwi nie w samej lokalizacji, ale w tym, jak rozsądnie ułożono salę.

Uliczki odchodzące od rynku – tam, gdzie zaczyna się prawdziwy kawiarniany Kalisz
Różnica jednego skrętu – inna skala, inny rytm
Wystarczy odejść kilkanaście kroków od płyty rynku, żeby zmienił się styl kawiarnianego życia. Z szerokiego, otwartego placu wchodzi się w węższe ulice, gdzie echo mniej niesie dźwięk, a ruch pieszych automatycznie zwalnia. To tutaj częściej pojawiają się mniejsze lokale: kilka stolików na zewnątrz, kilkanaście w środku, barista, którego po dwóch wizytach znasz już z imienia.
Na koniec warto zerknąć również na: Najładniejsze parki w Lesznie: gdzie odpocząć po zwiedzaniu — to dobre domknięcie tematu.
W bocznych uliczkach więcej jest miejsc z wyraźnym, autorskim pomysłem. Zamiast uniwersalnego wystroju pod „każdego” trafiasz na kawiarnie z mocnym motywem: winyle na ścianach, regały z książkami, rośliny tworzące niemal zielony tunel przy oknach. Mniejsza presja na „podobanie się wszystkim” pozwala gospodarzom konsekwentniej prowadzić swój styl.
Mit mówi, że to miejsca wyłącznie „dla wtajemniczonych” i że ktoś z zewnątrz będzie czuł się tam jak intruz. W praktyce większość takich kawiarni utrzymuje się właśnie dzięki połączeniu stałych gości z osobami, które zajrzały z ciekawości. Różnica jest taka, że z czasem łatwo samemu stać się „swoim”.
Jak rozpoznać dobrą kawiarnię w bocznej uliczce
Bez widoku na ratusz lokal nie może oprzeć się jedynie na ładnej scenerii. Tu bardziej liczy się to, co dzieje się przy barze i przy stolikach. Kilka sygnałów, na które warto zwrócić uwagę tuż po wejściu:
- Zapach po przekroczeniu progu – świeżo mielona kawa, delikatny aromat wypieków, neutralny zapach wnętrza. Jeśli dominuje intensywny aromat syropów, a ekspres pracuje bez przerwy, to często znak, że stawia się na słodkie napoje „deserowe”, a nie na samo ziarno.
- Barista i jego rytm pracy – czy patrząc na bar widzisz uporządkowane stanowisko, czyste dysze od pary, swobodę ruchów? Bałagan i nerwowe krzątanie zwykle szybko przekładają się na jakość tego, co ląduje w filiżance.
- Sposób, w jaki traktuje się gości solo – osoba wchodząca sama z książką czy laptopem bywa dobrym „papierkiem lakmusowym”. Jeśli obsługa od razu proponuje wygodniejszy stolik lub pyta, czy przyda się gniazdko, to znak, że lokal rozumie różne potrzeby.
W bocznych uliczkach częściej spotkasz też single origin w młynku zamiast anonimowej „mieszanki kawowej” i – choćby w minimalnym zakresie – alternatywne metody parzenia na barze. To nie są snobistyczne gadżety, tylko sposób, by z małej przestrzeni wycisnąć maksimum charakteru.
Podwórka, przejścia, bramy – kawiarniane „drugie dno” rynku
Jedną z ciekawszych cech kaliskiego centrum są przejścia pod kamienicami i niewielkie dziedzińce, które z poziomu ulicy wyglądają jak zwykłe bramy. Wiele osób mija je bez zastanowienia, a tymczasem za nimi skrywają się małe ogródki, stoliki ustawione w cieniu murów, a czasem nawet wspólne przestrzenie, gdzie kawiarnia dzieli podwórko z małą galerią czy księgarnią.
Takie miejsca mają inny rodzaj ciszy niż boczne uliczki. Dźwięk z rynku dociera stłumiony, jakby zza sceny, a głównym tłem staje się cichy szum rozmów przy sąsiednich stolikach, odgłos łyżeczki o filiżankę, skrzypnięcie krzesła na kostce. Dla wielu osób to optymalny kompromis między byciem „w centrum miasta” a poczuciem schowania się w bocznym, bezpiecznym zakamarku.
Żeby takie miejsca odkryć, czasami wystarczy spojrzeć tam, gdzie inni tylko przechodzą. Otwarte drzwi na podwórko, mała tabliczka z nazwą kawiarni obok domofonu, skromny szyld w przejściu – wszystko to sygnalizuje, że za murem może kryć się coś więcej niż tylko zaplecze kamienicy.
Kiedy wybrać boczną uliczkę zamiast widoku na ratusz
Boczne ulice lepiej sprawdzają się w kilku powtarzalnych sytuacjach. Pierwsza – praca przy laptopie czy dłuższa nauka. Mniejsza rotacja gości, subtelniejsza muzyka, stabilne światło bez ostrych refleksów od słońca odbijającego się od płyty rynku – to drobiazgi, które robią różnicę, gdy planujesz spędzić nad projektem kilka godzin.
Druga – spokojne rozmowy w mniejszym gronie. Dwie, trzy osoby mogą w bocznej kawiarni rozmawiać normalnym głosem, bez konieczności podnoszenia tonu przy każdym przejściu głośniejszej grupy obok. W efekcie po godzinie czujesz się mniej zmęczony niż po podobnym czasie spędzonym przy najbardziej uczęszczanym fragmencie rynku.
Trzecia – kiedy zależy ci bardziej na samej kawie niż na otoczeniu. Lokale w bocznych uliczkach częściej konkurują jakością naparu, nie widokiem. To naturalne: nie mogą „sprzedać” panoramy ratusza, więc stawiają na to, co mają realnie pod kontrolą – ziarno, sprzęt, sposób parzenia i rozmowę z gościem.

Gdzie na dobrą kawę przy rynku – ziarna, metody, obsługa
Co mówi o lokalu młynki i ekspres za barem
Nawet bez czytania całego menu da się szybko ocenić, jak poważnie kawiarnia traktuje kawę. Wzrok z ogrodu czy od wejścia warto przenieść na bar i sprawdzić kilka rzeczy. Pierwsza – liczba młynków. Jeden młynek nie przekreśla od razu miejsca, ale dwa lub trzy wskazują, że lokal pracuje przynajmniej na osobnym ustawieniu do espresso i do alternatyw.
Druga – stan ekspresu i otoczenia. Błyszczący, regularnie przecierany panel, dysza do pary bez zaschniętego mleka, pod ręką czysta ściereczka i tamper to sygnał, że ktoś tu naprawdę stoi za kawą, a nie tylko „puszcza napój z maszyny”. Jeśli za każdym razem, gdy barista kończy robienie kawy, odruchowo wyciera blat i ustawia rzeczy na swoje miejsce, można się spodziewać powtarzalności w filiżance.
Mit głosi, że o jakości kawy świadczy przede wszystkim marka ekspresu. W rzeczywistości nawet najlepsza maszyna nie pomoże, jeśli młynek jest źle ustawiony, ziarno jest stare, a nikt nie kontroluje czasu ekstrakcji. Sprzęt może ułatwić pracę, ale o smaku decyduje człowiek i codzienna rutyna przy barze.
Jak czytać kawowe menu przy rynku
Kartę kawową łatwo zignorować, wybierając „standardowe cappuccino”. Tymczasem sposób ułożenia menu pokazuje, z jakim miejscem masz do czynienia. Jeśli lista sprowadza się do kilku pozycji: espresso, americano, latte, cappuccino – to sygnał, że lokal nastawia się bardziej na klasykę i szybkość obsługi. Nic w tym złego, o ile espresso nie smakuje jak przypadkowy, gorzki napar.
Gdy w menu pojawiają się nazwy regionów (Etiopia, Brazylia, Kolumbia) lub konkretnych palarni, a obok nich krótkie opisy nut smakowych, masz do czynienia z miejscem, które świadomie wybiera ziarno. Jeszcze lepiej, jeśli barista potrafi jednym zdaniem powiedzieć, co aktualnie mieli do espresso, a co do przelewów, bez nerwowego szukania w telefonie.
Kolejny trop to sposób oznaczania kaw mlecznych. Jeżeli przy cappuccino, flat white i latte pojawiają się prawidłowe proporcje, a do tego jest realny wybór mleka (w tym roślinnych opcji bez dopłaty albo z rozsądną dopłatą), łatwiej dopasować napój do własnych preferencji. Kawiarnie, które nie widzą różnicy między cappuccino a latte, zwykle mniej dbają o szczegóły w pozostałych aspektach.
Espresso, przelew, alternatywy – co ma sens w centrum miasta
W sercu miasta sprawdza się prosty podział: klasyczne kawy mleczne jako „bezpieczna baza” i jedna–dwie dobrze opanowane metody alternatywne. Najczęściej spotkasz przelew z dripa lub z ekspresu przelewowego, czasem Aeropress i rzadziej Chemex. Nie chodzi o to, żeby w menu pojawił się cały katalog metod, ale żeby to, co faktycznie jest serwowane, było robione z namysłem.
Espresso to wizytówka lokalu, nawet jeśli większość gości zamawia latte. Krótkie, skoncentrowane, pozbawione nieprzyjemnej goryczy i z wyczuwalną słodyczą – tak wygląda punkt wyjścia, od którego buduje się resztę napojów. Jeśli espresso jest cierpkie i agresywne, żadna ilość mleka czy syropu nie ukryje w pełni jego wad.
Jak obsługa przy barze zmienia smak kawy
O jakości kawy często myślimy przez pryzmat sprzętu i ziaren, a tymczasem codzienny kontakt z obsługą potrafi dodać lub odebrać połowę przyjemności. Przy rynku głównym dobrze widać tę różnicę: z jednej strony lokale, gdzie barista traktuje cię jak kolejny „numer z zamówienia”, z drugiej – miejsca, w których po krótkiej rozmowie dostajesz napój skrojony pod własny gust.
Dobrym testem jest pytanie: „Co by mi pan/pani polecił(a), jeśli nie lubię kwaśnej kawy?”. W miejscach nastawionych na masową obsługę usłyszysz często automatyczną odpowiedź: „Latte”. W lokalach, które faktycznie żyją kawą, barista dopyta: o cukier, o wielkość kubka, o to, czy kawa ma być z mlekiem, czy jednak bez. Dwie minuty rozmowy, a szansa na trafiony wybór rośnie kilkukrotnie.
Funkcjonuje przekonanie, że „dobra kawiarnia broni się sama” i nie potrzebuje rozmowy z gościem. Rzeczywistość jest odwrotna: im wyższa jakość produktu, tym ważniejsza jest umiejętność krótkiego wyjaśnienia różnic. Bez tego lepsze ziarno bywa marnowane, bo nikt nie podpowie, że konkretna Etiopia lepiej zagra w przelewie niż w potężnym kubku latte na słodko.
Jak rozpoznać kawiarnię przyjazną gościom spoza Kalisza
Kawiarnie przy rynku w naturalny sposób przyciągają osoby, które są w mieście tylko przejazdem. Jedne to wykorzystują, inne traktują turystów jak „jednorazowych” klientów, którym nie trzeba nic tłumaczyć. Kilka sygnałów pomaga zorientować się, z jakim typem miejsca masz do czynienia.
- Dwujęzyczne menu lub choćby krótkie opisy po angielsku – w centrum miasta to dziś standard, nie luksus. Świadczy o chęci realnej komunikacji, nie tylko o dekoracyjnej karcie.
- Gotowość do wyjaśnienia lokalnych nazw – jeśli w karcie pojawiają się regionalne wypieki czy własne kompozycje, obsługa powinna jednym zdaniem umieć opisać, co ląduje na talerzu.
- Proponowanie „mniejszego zła” – gdy czegoś nie ma w ofercie, sensowna kawiarnia zaproponuje bliski zamiennik, zamiast ograniczać się do suchego „nie robimy”.
Turysta często nie wróci nazajutrz, ale opowie o wizycie znajomym albo zostawi opinię w sieci. Kawiarnie, które to rozumieją, w dłuższej perspektywie zyskują nie tylko jednorazowy obrót, lecz także coś, czego nie da się kupić reklamą – wiarygodność.
Kawa na wynos przy rynku – kiedy ma sens, a kiedy traci smak
Przy kaliskim rynku dużo osób traktuje kawę jak „paliwo do spaceru”: kubek w dłoni, kilka łyków między zdjęciem ratusza a wejściem do kolejnej kamienicy. Nie zawsze jednak to najlepszy sposób na poznanie możliwości danego lokalu. Kawa parzona pod porcelanową filiżankę inaczej smakuje w papierowym kubku z zakręconą pokrywką.
Mit podpowiada, że „to przecież ta sama kawa”, więc różnica nie ma znaczenia. W praktyce materiał naczynia, tempo stygnięcia i brak kontaktu z aromatem przy każdym łyku zmieniają percepcję smaku. Jeśli chcesz naprawdę sprawdzić jakość espresso lub przelewu, usiądź choć na dziesięć minut przy stoliku. Kawa mleczna na wynos to kompromis – wygodny, ale zawsze trochę spłaszczający profil napoju.
Są jednak sytuacje, w których kubek na wynos wygrywa: szybki powrót na uczelnię, przerwa między spotkaniami, spacer wzdłuż Prosny. Wtedy lepiej poprosić baristę o przygotowanie kawy z myślą o dłuższym czasie picia – odrobinę niższa temperatura startowa i nieco inne proporcje mleka pozwalają uniknąć efektu „letniej brei” po piętnastu minutach.
Słodkie zakątki – kawiarnie-cukiernie z domowym ciastem i lokalnymi smakami
Po czym poznać, że ciasto jest naprawdę domowe
Sformułowanie „domowe ciasto” weszło do języka tak mocno, że często nie znaczy już nic konkretnego. Przy rynku w Kaliszu, gdzie konkurencja jest spora, łatwo trafić zarówno na faktycznie pieczone na miejscu szarlotki, jak i na gotowe desery po prostu przełożone na talerz z kartonu. Różnice widać na pierwszy rzut oka, jeśli wiesz, gdzie spojrzeć.
Pierwszy trop to lada chłodnicza. Jeśli blaty są ciasno zastawione identycznymi kawałkami ciast, ułożonymi jak od linijki, a opisy są ogólne („sernik”, „ciasto czekoladowe”), istnieje duże prawdopodobieństwo, że część produktów pochodzi z zewnętrznej cukierni. Przy wypiekach robionych na miejscu zwykle widać drobne różnice między kawałkami: lekko nierówne warstwy, różną wysokość porcji, czasem delikatnie „wypływające” nadzienie.
Warto też podejrzeć, jak ten temat rozwija Kawiarnia Restauracja Anabell – Rynek główny w Kaliszu — znajdziesz tam więcej inspiracji i praktycznych wskazówek.
Drugi sygnał to rotacja ciast. W kawiarniach-cukierniach, które naprawdę pieką, oferta zmienia się sezonowo, a często – także z tygodnia na tydzień. Jednego dnia króluje sernik z musem malinowym, innego – tarta z morelami lub kruszonkowa drożdżówka. W miejscach żyjących z odgrzewania mrożonek oferta jest znacznie bardziej stała, bo zamawia się całe blachy tych samych produktów.
Krąży opinia, że po samym wyglądzie nie da się ocenić jakości ciasta. Nie jest to do końca prawda. Idealnie równy biszkopt, który przez kilka godzin nie zmienia faktury, oraz krem o identycznym kolorze i błysku dzień po dniu raczej wskazują na gotową bazę z proszku niż na domową robotę. Wypieki z prawdziwego masła i jaj mają swoją dynamikę – czasem lekko opadają, czasem pękają przy brzegu. To w tym widać rękę cukiernika, a nie taśmę produkcyjną.
Kaliskie smaki na talerzu – czego szukać przy rynku
Kalisz ma swoje słodkie detale, które nie zawsze wybrzmiewają w przewodnikach. W okolicznych kawiarniach i cukierniach przy rynku można je jednak wychwycić, jeśli uważniej czyta się opisy w gablocie. Część lokali sięga po przepisy z regionu, dostosowując je do współczesnego gustu.
Pojawiają się ciasta drożdżowe z kruszonką, często z dodatkiem sezonowych owoców od lokalnych dostawców: śliwek, jabłek czy porzeczek. Do tego dochodzą proste, ale uczciwie zrobione serniki pieczone, czasem z kwaśną śmietaną na wierzchu, czasem z musem z owoców z podkaliskich sadów. Zdarzają się też mniej oczywiste wypieki – makowce czy placki z kaszą manną – które zdradzają wpływy kuchni domowej, a nie modnych trendów z mediów społecznościowych.
Mit podsuwa myśl, że „lokalne smaki” muszą być ciężkie i bardzo słodkie. Tymczasem wielu współczesnych gospodarzy modyfikuje stare przepisy, redukując ilość cukru i słodycz równoważąc kwaśniejszymi dodatkami: porzeczką, rabarbarem, wiśnią. Dzięki temu ciasto lepiej komponuje się z dobrą kawą, a nie przytłacza ją cukrowym uderzeniem.
Desery sezonowe – kiedy najlepiej polować na konkretne smaki
Przy rynku w Kaliszu widać wyraźne „pory roku” na talerzach. Jeśli interesuje cię coś więcej niż standardowy sernik przez dwanaście miesięcy, dobrze wiedzieć, kiedy które smaki mają swoje pięć minut.
- Wiosna – lżejsze desery z kremami na bazie serka, panna cotty z pierwszymi truskawkami, drożdżówki z rabarbarem. W towarzystwie jasnych kaw z Afryki taka kombinacja potrafi zaskoczyć świeżością.
- Lato – tarty z owocami jagodowymi, bezy z bitą śmietaną i malinami, serniki na zimno. To dobry moment na połączenie espresso na lodzie z lekkim, owocowym ciastem zamiast ciężkiej czekolady.
- Jesień – szarlotki z cynamonem, ciasta marchewkowe, wypieki z orzechami. Do nich świetnie pasują mocniejsze, czekoladowo-orzechowe kawy z Brazylii czy Kolumbii.
- Zima – makowce, pierniki, ciasta z bakaliami, rozgrzewające desery na ciepło (np. szarlotka podgrzana z lodami). Kawiarnie często łączą je z kawami korzennymi w charakterze, a nie z dosypanym „piernikowym” syropem.
Stały, niezmienny zestaw ciast przez cały rok wygląda kusząco na karcie, ale zwykle oznacza rezygnację z sezonowości na rzecz logistyki. Jeśli w środku lata widzisz wyłącznie ciężkie, świąteczne wypieki, a brak jakichkolwiek świeżych owoców, możesz podejrzewać, że menu jest pisane bardziej pod magazyn niż pod kaliski klimat.
Połączenia kawy z ciastem – jak nie zabić smaku w filiżance
Przy wyborze deseru odruchowo kierujemy się tym, na co „mamy ochotę”. Rzadziej zastanawiamy się, co stanie się z kawą po kilku kęsach ciasta. W kawiarniach przy rynku, gdzie ruch jest spory, niewiele osób zadaje pytanie o połączenia smaków, a to prosty sposób, by poprawić sobie całe doświadczenie.
Ogólna zasada jest prosta: im słodszy deser, tym spokojniejsza kawa. Ciężki czekoladowy tort w zestawie z latte z syropem karmelowym zleje się w jedną, męczącą słodycz. Znacznie lepiej zagra przy nim czarne americano albo espresso, które przetnie tłustość i podbije czekoladowy posmak. Z kolei delikatna tarta cytrynowa może się świetnie dogadać z gładkim cappuccino na słodkawym espresso – kwaśność z deseru równoważy mleczną słodycz w filiżance.
Panuje przekonanie, że „do deserów najlepsze jest latte, bo jest najłagodniejsze”. W praktyce często to właśnie ono gubi się na tle ciasta i staje się tłem, a nie partnerem. Jeśli chcesz sprawdzić możliwości danego miejsca, zamów przy deserze mniejszą kawę – espresso, piccolo lub klasyczne cappuccino – i potraktuj je jak dodatek smakowy, a nie samoistny deser w kubku.
Kawiarnie-cukiernie przyjazne dzieciom – co ułatwia wizytę przy rynku
Rynek to naturalna destynacja rodzinnych spacerów, więc obecność dzieci w kawiarniach jest tu normą, nie wyjątkiem. Jedne miejsca uwzględniają ten fakt w aranżacji i ofercie, inne liczą, że „dzieci jakoś się wpasują”. Różnicę czuć po kilku minutach pobytu.
Pomocne są drobiazgi: kilka solidnych krzesełek do karmienia, kącik z kilkoma zabawkami lub książeczkami, możliwość podania deseru w mniejszej porcji bez przewracania oczami. Jeśli do tego w toalecie da się komfortowo przewinąć malucha, a obsługa nie reaguje nerwowo na wózek przy stoliku, wizyta przebiega spokojniej dla wszystkich stron.
Przy słodkościach dla dzieci kawiarnie przy rynku dzielą się zwykle na dwa obozy. Jedne stawiają na mini wersje „dorosłych” ciast – mniejszy kawałek sernika, drożdżówka, proste babeczki. Inne oferują bardzo kolorowe, mocno słodkie desery stworzone głównie z myślą o efekcie „wow” na zdjęciu. Jeśli zależy ci na czymś bliższym domowej kuchni, pytaj wprost o najprostsze wypieki dnia, zamiast kierować się tylko wyglądem gabloty.
Na co zwracać uwagę przy zamawianiu słodkości na wynos
Nie każdą słodycz z kawiarnianej gabloty da się bezpiecznie zabrać ze sobą na dalszy spacer po Kaliszu albo w drogę powrotną. Przy deserach na wynos liczy się nie tylko smak, ale też odporność na transport i temperaturę.
Jeśli planujesz kilkunastominutowy spacer, lepiej postawić na wypieki bez ciężkich kremów na bazie śmietany. Sernik, brownie, drożdżówka czy szarlotka w papierowym pudełku zniosą drogę znacznie lepiej niż tort z wysoką warstwą kremu maślanego. W ciepłe dni poproś obsługę o dodatkową warstwę pergaminu między ciastem a wieczkiem pudełka – chroni to polewę przed przyklejeniem do góry opakowania.
Popularny jest pogląd, że „kawa i ciasto zawsze lepiej smakują na miejscu”. Często tak jest, ale nie z powodu magicznej atmosfery, tylko dlatego, że w lokalu masz dostęp do odpowiednich talerzy, sztućców i temperatury podania. Jeśli zabierasz słodkości na wynos, potraktuj je w domu choć w minimalnym stopniu jak w kawiarni: talerzyk zamiast pudełka, chwila w temperaturze pokojowej zamiast jedzenia prosto z lodówki. Różnica bywa zaskakująco duża, nawet w przypadku prostego kawałka drożdżówki.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Gdzie są najlepsze kawiarnie przy rynku w Kaliszu – na samym rynku czy w bocznych uliczkach?
Mit mówi: „im bliżej ratusza, tym lepsza kawiarnia”. Rzeczywistość jest bardziej złożona. Przy samej płycie rynku łatwiej o ładny widok i pełne ogródki, ale część lokali jedzie głównie na „widoku z instagrama”, a mniej na jakości kawy czy atmosferze.
Kilka–kilkadziesiąt metrów od rynku, w bocznych uliczkach, często działają spokojniejsze, bardziej dopracowane kawiarnie. Mają niższy czynsz, więc mogą zainwestować w lepszą kawę, domowe ciasta i wygodniejsze wnętrze. Dobry sposób: obejdź rynek dookoła, a potem skręć w dwie–trzy uliczki – kontrast bywa zaskakujący.
Jak rozpoznać dobrą kawiarnię przy kaliskim rynku po samym wejściu?
Najprościej potraktować pierwsze 30 sekund jak szybki test. Zwróć uwagę, czy obsługa w ogóle cię zauważa, czy masz gdzie odłożyć płaszcz lub torbę i czy od razu czujesz luz, a nie napięcie. Jeśli już na starcie czujesz się jak „kolejny numer do obsłużenia”, to zwykle zły znak.
Krótka checklista pomaga podjąć decyzję, czy zostać: stoliki ustawione tak, żeby nie obijać się plecami o sąsiadów, muzyka w tle (a nie jak w klubie), brak brudnych naczyń zalegających po kątach. Jeśli większość odpowiedzi na te punkty jest na „tak”, rosną szanse na udaną wizytę.
Na co zwrócić uwagę w menu kawiarni przy rynku głównym w Kaliszu?
Menu przy drzwiach to wizytówka lokalu. Powinno być czytelne, aktualne i bez chaosu. Krótka, spójna karta – kilka rodzajów kaw, parę sensownych deserów, jasne śniadania – zwykle oznacza, że właściciel skupia się na dopracowaniu konkretnych rzeczy, a nie udaje, że ma „wszystko”.
Jeśli menu jest wypłowiałe, krzywo przyczepione, a ceny lub pozycje nie zgadzają się z tym, co później widzisz w środku, lepiej włączyć czujność. Mit jest taki, że im grubsza karta, tym lepsze miejsce. W praktyce rozdmuchane menu często kończy się przeciętną kawą i mrożonymi deserami z zamrażarki.
Jak znaleźć spokojną kawiarnię do pracy lub czytania przy kaliskim rynku?
Kluczowe są trzy elementy: hałas, słońce i układ stolików. Przed wejściem na chwilę się zatrzymaj – jeśli już na zewnątrz musisz podnosić głos, w środku nie będzie ciszej. Zobacz też, czy ludzie siedzą nad kawą i książką, czy raczej nad piwem i głośną rozmową.
Do pracy z laptopem lepiej sprawdzają się miejsca w lekkim cieniu, z wygodnym krzesłem i odpowiednią wysokością stolika. Przy rynku głównym często pomaga wybór ogródka lub sali „od podwórka”, jeśli lokal ma dwa oblicza – front na rynek dla tych, którzy chcą widoku, oraz spokojniejsze zaplecze dla tych, którzy chcą popracować.
Po czym poznać, że w kawiarni w Kaliszu rzeczywiście dobrze pachnie kawą, a nie kuchnią?
Pierwszy filtr to zapach przy samych drzwiach. W dobrej kawiarni czuć przede wszystkim świeżo mieloną kawę, ewentualnie ciepłe ciasto. Jeśli dominuje intensywny zapach smażenia, starych mopów lub ciężki odświeżacz powietrza, trudno mówić o przyjemnym odpoczynku.
Przy rynku w Kaliszu część lokali łączy kawiarnię z restauracją. Da się to zrobić sensownie, ale gdy aromat smażonej ryby przykrywa deser, to sygnał, że kawa i ciasta nie są w centrum uwagi. W praktyce „ładnie pachnie” często znaczy „gospodarz dba o detale”, także o czystość.
Czy ogródki przy rynku głównym w Kaliszu nadają się do dłuższego siedzenia?
To zależy od pory dnia i twoich oczekiwań. Przy słonecznej pogodzie ogródki od strony najmocniejszego słońca szybko robią się głośne i gorące; lepiej wtedy szukać półcienia albo stron rynku, gdzie ludzie nie mrużą oczu i nie uciekają pod parasole.
Do dłuższego siedzenia (rozmowa, praca, czytanie) lepiej wybierać ogródki, w których: stoliki nie stoją łokieć w łokieć, muzyka nie zagłusza rozmów, a goście faktycznie piją kawę i jedzą desery, zamiast tylko frytek i piwa. Mit: „byle widok na ratusz, a reszta się nie liczy”. Rzeczywistość: po godzinie liczy się głównie wygoda, hałas i to, co masz w filiżance.
Jak szybko ocenić, czy w kawiarni przy rynku w Kaliszu da się swobodnie rozmawiać?
Najprostsza metoda to „test sąsiadów”. Zobacz, jak zachowują się inni goście: jeśli większość osób naturalnie pochyla się do siebie i podnosi głos, to znak, że jest zbyt głośno. Gdy słychać głównie spokojne rozmowy i brzęk filiżanek, a nie krzyki, przesuwanie mebli i szczekanie psów, masz dobre warunki do rozmowy.
W środku zwróć uwagę, czy muzyka jest tłem, czy głównym bohaterem. Jedno głośne radio z reklamami potrafi zabić nawet ładne wnętrze. Jeśli już przy pierwszych minutach łapiesz się na tym, że musisz powtarzać każde zdanie – lepiej poszukać innego kawiarnianego zakątka, choćby w bocznej uliczce.
Kluczowe Wnioski
- Widok na rynek to tylko dodatek – klimat kawiarni tworzy obsługa, muzyka, zapach i sposób ustawienia stolików, a nie sama bliskość ratusza czy „instagramowy” ogródek.
- Mit: „im bliżej płyty rynku, tym lepsza kawiarnia”; w praktyce spokojniejsze, bardziej dopracowane miejscówki często kryją się kilkanaście kroków dalej, w bocznych uliczkach.
- Zapach i dźwięk przy wejściu to szybki test jakości: świeżo mielona kawa i ciche rozmowy działają na plus, natomiast tłuszcz z kuchni, odświeżacze i hałas jak w barze zwykle zwiastują rozczarowanie.
- Menu przy drzwiach to wizytówka lokalu – czytelna, krótka karta z kilkoma dobrze opisanymi kawami i deserami jest zwykle bardziej wiarygodna niż „wszystko dla wszystkich” na wypłowiałej tablicy.
- Krótka checklista przy wejściu (powitanie, odstępy między stolikami, muzyka w tle, realnie pite kawy i desery, ogólna czystość) pozwala w kilkanaście sekund ocenić, czy zostać, czy iść dalej.
- Lokale „frontem na rynek” częściej nadrabiają widokiem i szybkim przewijaniem gości, podczas gdy kawiarnie na tańszych, bocznych ulicach mają więcej przestrzeni na jakość produktu i budowanie stałej społeczności.
- Rzeczywiste kryterium wyboru to pytanie, czy da się tam odpocząć: wygodne miejsca siedzące, rozsądny poziom hałasu i brak ścisku przy stolikach są ważniejsze niż centralny adres.
Źródła informacji
- Kalisz. Przewodnik po mieście. Urząd Miasta Kalisza (2019) – Informacje o rynku głównym, układzie ulic i charakterze śródmieścia
- Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta Kalisza. Urząd Miasta Kalisza (2020) – Funkcje centrum, ruch turystyczny, lokale usługowe przy rynku
- Miejska strefa wypoczynku i jej funkcje społeczne. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (2017) – Rola kawiarni i placów miejskich jako przestrzeni relaksu
- Psychologia środowiskowa. Człowiek i jego otoczenie. Wydawnictwo Naukowe PWN (2016) – Wpływ hałasu, zapachu i zagęszczenia na komfort przebywania
- Zarządzanie jakością w gastronomii. Wydawnictwo Difin (2015) – Standardy czystości, organizacja sali konsumenckiej, obsługa gości
- Kawiarnia jako trzecie miejsce. Analiza socjologiczna. Uniwersytet Warszawski (2014) – Kawiarnie jako przestrzeń budowania społeczności i stałych bywalców






